V. Kapłani

priest01Terytorium Ukrainy od początku rewolucji aż do ostatnich dni bolszewickiej okupacji stało się centrum apostolskiej gorliwości duchownych, którzy często oddawali własne życie, aby tylko udzielać sakramentów. Katolicy byli zmuszeni potajemnie zawierać związek małżeński, chrzcić dzieci, spowiadać się, po chrześcijańsku chować zmarłych. Niemożliwym stało się normalne życie w rodzinie, wolność słowa, nabożeństwa liurgiczne w swoim kościele. Kościół w państwie stał się “podziemnym”, i już sama przynależność katolicka była przestępstwem. Nie zważając na prześladowania, duchowni nie przestawali udzielać sakramentów świętych. Udzielano je hojnie, gdzie tylko to było możliwe: na cmentarzu, w kaplicach, w kościołach, w prywatnych domach. Często ludzie musieli zostać na następny dzień z powodu dużej ilości chętnych, kapłan nie był w stanie za jeden dzień wszystkich obsłużyć.
Znane są nam owoce tej niestrudzonej pracy z istniejących dokumentalnych zapisów. Ojciec Alojzy Schonfeld był proboszczem w Symferopolu, w Odessie, a później – w Ziniwijsku. Z czasem, kiedy kościół był zamknięty, odprawiał Mszę Świętą w swoim pokoju. Gdy w 1924 roku został oskarżony o agitację antyradziecką, przeszedł więcej niż tysiąc kilometrów, aby dostać się do Kijowa i tam odprawić Mszę Świętą dla parafian. Jako proboszcz kościoła w Kijowie, był oskarżony o organizowanie antykomunistycznej nacjonalistycznej grupy i skazany. Zarzucano mu, że wykorzystując ambonę jak środek propagandy powodował protesty przeciw rządowi radzieckiemu, i że zbierał pieniądze, by pomagać prześladowanym .
Ojciec Bolesław Zieliński z diecezji Łucko-Żytomierskiej był skazany na karę śmierci 6.08.1926 roku. Kiedy o tym dowiedział się jego ojciec, umarł na zawał. Skazanego więźnia trzymano cztery miesiące w łagrach na Sołowkach. 21.07.1930 r. on uciekł z Archangielskiego kacetu, gdzie znajdowało się 2800 osób. Po siedmiu dniach ucieczki i dramatycznych przygód, podczas których kilka razy natknął się na karabin, 11.09.1930 r. dotarł do Polski. Opisując w jednej z polskich gazet swoje życie w ZSRR, napisał, że był skazany za to, że wykonywał swoją misję w czterech parafiach, gdzie młodzież wyznawała katolicką wiarę, że chrzcił chore dzieci przed tym, jak były zarejestrowane po urodzeniu i zameldowane, i że zorganizował dom opieki dla współbraci-księży.
Życie księży podlegało wzmocnionej kontroli: w kościołach i w innych pomieszczeniach, gdzie oni przebywali, były wmontowane podsłuchy. Księża, aby uniknąć podsłuchiwania, mówili kazania na środku kościoła lub na ambonie. Niektórych księży pozbawiono możliwości swobodnego przemieszczania się na terytorium ZSRR. Jednak nie zważając na to wszystko, wiernym, księżom, zakonnikom i zakonnicom nie brakowało optymizmu. Ten optymizm dodawała – wiara.
Ojciec Jan Szetela wspomina, że kiedy w lipcu 1944 roku Nowe Miasto było zdobyte przez Czerwoną Armię: ” będąc młodym księdzem, mogłem wrócić do Polski, lecz chciałem pozostać, aby pracować między Polakami i Ukraińcami, którzy nie chcieli przejść do Kościoła prawosławnego. To była niełatwa decyzja: przyjąć ją mi pomogły prośby prostych ludzi: “Jeśli wy, ojcze, pojedziecie, nie będzie ani księdza, ani kościoła, ponieważ go zamkną”. 11 sierpnia 1950 roku o. Jan był aresztowany przez władze NKWD i deportowany do obozu do Karagandy. Będąc więźniem, jak i inni, mógł być duszpasterzem, nawet jeśli często podczas świąt, by mu to utrudnić, zamykano go w więziennej celi pod nadzorem policji.
Po zwolnieniu jeden z jego więziennych przyjaciół pisał: “Niechaj dojdą do was moje słowa, jak znak szacunku dla waszej pracy, która jest cięższa za pracę misjonarzy w dzikich krajach, lecz również konieczna. Na ile zrozumiałe są słowa Jezusa: “Jam Pasterz dobry…” Trzeba mieć rzeczywiście mocną wiarę, aby żyć nie tylko dla siebie, lecz być kijem pątnika dla innych” .
Ojciec Bronisław Mirecki w ciągu piętnastu lat ,gdy wrócił z kacetu w roku 1953, nie był w stanie otrzymać pozwolenia na wykonanie posługi duszpasterskiej. Jego rodzina nalegała, aby wrócił do Polski, lecz on dwukrotnie odpowiedział “nie”, zdecydował pozostać w imię solidarności z przyjaciółmi i z miłości do wiernych: “W ciągu wielu lat i do tej pory oni pomagali mi materialnie, podtrzymując we mnie nadzieję, że pewnego dnia potrafię pracować z nimi i dla ich. Należę do ich i nie mam prawa szukać swojej korzyści lub pracy w innych miejscach. .. To odczuwają ich serca! I tak doświadczonych przez Boga, mam ich zostawić? Nie!” ..
Ksiądz Antoni Chomicki przyczynił się do tego, że wysyłał wiele paczek więźniom do łagrów. Księża Bronisław Drzepecki, Józef Kuczyński, Andrzej Gładysiewicz i wielu innych przeżyło dzięki paczkom z żywnością, które im wysyłano. Aby pomagać współbraciom,
nie szczędził samego siebie, przypominając słowa ojca Bukowińskiego: “jesteśmy kapłąnami Jezusa Chrystusa! Chrystus nie szczędził siebie, – mówi Apostoł Paweł. My jesteśmy wyświęceni, by nie szczędzić siebie, lecz jeśli jest potrzeba oddać swoje życie przy Chrystusowe owce” . О. Stanisław Frankl, rektor seminarium w Lwowie, dodawał: “Lepiej świecić w ciągu małego czasu, aniżeli tlić w ciągu całego życia” . Ojciec Bukowiński przypomina, jak w roku 1951 w kacecie przygotowywał jednego ziomka do Pierwszej spowiedzi i katechizował go aż do północy. Wracając do swego baraku, niespodziewanie natrafił na patrol. Pierwszy oficer
spytał: “Dlaczego ty, popie, łazisz w nocy po biwaku”? – i uderzył go po twarzy. “A teraz idź stąd”. “Nie nadstawiłem według Ewangelii lewego policzka! Wróciłem z baraku bardzo smutny. Po kilku minutach pomyślałem: Ten patrol miał obowiązek od razu mnie zaaresztować, lecz oficerowie mnie tylko ukarali. Z ich strony to był akt człowieczeństwa. Rzeczywiście, ten incydent może uważany za antyradziecką propagandę. Można mówić o heroicznym katolickim kapłanie, który z nadzwyczajnym wysiłkiem pełnił swój obowiązek: na niego napadnięto i uderzono. Ale czy nie otrzymałem w tej chwili, można powiedzieć, miłosierdzia i sympatii? Tak, ten cios był nie obrazą, a pomocą. Nie obrażam się na tych ludzi, którzy, nie zważając na nic, przejawili mi swoje dobre serce” .
Nieliczni księża byli zmuszeni stale podejmować podróże do tych parafii, które na długo były zostawione bez opieki duszpasterskiej. Te krótkie wizyty stanowiły ogromną wartość dla ludzi, którzy już nie czuli się tak samotni i porzuceni. Ojciec Wilk OFM Cap pisze: “Ta misja we wsiach i miastach przekonała mnie, że naród jest jeszcze wierzący, śpiewa religijne piosenki i pragnie mieć w pobliżu kapłana. Lecz ja jestem tylko jeden i mam wiele takich miejsc, co znajdują się w dużej odległości jedno od drugiego” . Inny kapłąn, ks. Michał Żukowski też często odprawiał Mszę Świętą potajemnie i głosił Słowo Boże w lesie. O tym świadczy w liście jeden parafianin z Baru:
„Ksiądz Żukowski nie pozostał na długo z nami: on był tu tylko w latach 1944-1946. Pamiętam jego, jak szlachetnego kapłana, który dużo pracował. Jeździł do wszystkich parafii. Pewnego razu pojechałam z nim do wsi, z której pochodzę. On odprawił w parafii Mszę Świętą, a potem poszedł spowiadać chorych do bliskich wsi. W niedzielę wieczorem ochrzcił około 300 dzieci, i z wyczerpania zemdlał. Ojciec był dobrym kaznodzieją i spowiednikiem dla młodzieży. Zawsze zachęcał ludzi, by nie pili ani wódki, ani wina, ani piwa i nie palili, ponieważ wszystko to szkodzi zdrowiu ciała i duszy. Był litościwy do chorych. Bardzo lubił dzieci, nauczał ich katechezy i przygotowywał do Komunii Świętej. Dawał obrazki. Dla dorosłych dawał książeczki z modlitwami i różańce. I kiedy w maju 1946 roku nas zostawiał, to ludzie płakali i mówili: “Kiedy się zobaczymy” się? Ojciec odpowiadał: “W niebie”. W jego oczach były łzy” .
W parafii Połonne, gdzie pracował ks. Antoni Chomicki, w latach 1947 – 1954 udzielił 13219 chrztów, 1579 ślubów, 1563 bierzmowania. Z powodu braku księży jeździł on również do innych parafii, często dosyć odległych jedna od drugiej. Zazwyczaj władze tolerowały takie duszpasterskie “wizyty”, dając pozwolenie na wykonanie funkcji religijnych w ciągu trzech lub czterech dni, lecz przejście za granice dozwolonego zagrażało aresztem lub potępieniem. Sam kapłan opowiada, co z nim zdarzyło się w parafii w Barze. Otrzymał pozwolenie na duszpasterską posługę na trzy dni. Kiedy ludzie dowiedzieli się o jego przyjeździe, przyszło ich bardzo dużo. Ksiądz Antoni spowiadał, odprawiał Eucharystię, głosił, ochrzcił ponad 100 osób, pobłogosławił około dziesięciu ślubów, nie odpoczywając ani w dzień, ani w nocy. Trzeciego dnia, wracając z kościoła na obiad, upadł na ziemię i usnął. Kiedy go odnaleziono ktoś z wiernych powiedział: “Ojcze, Wam zabrania się spać, w waszym rozporządzeniu zaledwie kilka godzin, a jeszcze wiele osób oczekują na was”. “Na moją prośbę, – opowiadał ksiądz Chomicki, – mi polano głowę zimną wodą, szybko zjadłem zupę i wróciłem do kościoła, do ludzi, do pracy” .
Nina Matwijec wspomina jeden podobny wypadek w parafii w Szarogrodzie: “Dla księdza Wysokińskiego dano pozwolenie przyjechać do nas na trzy dni. Pamiętam, jak przyniosłam mu poduszkę, by mógł chociaż godzinkę odpocząć koło ołtarza i wrócić do konfesjonału” .
Ojciec H. M. Wilk, którego zwolniono po śmierci Stalina, prosi o obywatelstwo radzieckie, i w pierwszej połowie 1956 roku wykonuje posługę duszpasterską w 48 miastach i wsiach na Podolu, gdzie nie było kościołów: ochrzcił 63 dzieci, wyspowiadał 921 chorych i poświęcił 266 grobów. W ciągu całego roku on spełniał taką posługę w 105 miastach i wsiach, gdzie były ochrzczono 144 dzieci, wyspowiadano 1866 chorych, udzielono sakramentu namaszczenia chorych 398 osobom, 29 pogrzebów i i poświęcono 1002 grobów. Ks. Andrzej Gładysiewicz parafii w Winnicy roku w 1957 udzielił 314 chrztów, 45 ślubów i wyspowiadał 3600 wiernych .
Obecność kapłana radykalnie odbijała się na życiu religijnym parafii. Na przykład, w Barze, kiedy w latach 60-ch brakowało księdza, do kościoła przychodziło tylko 10-20 osób, i kościół był otwarty tylko trzy razy w tygodniu. W niedzielę i święta ilość wiernych wyrastała do 100-150 osób. Kiedy zaś przyjeżdżał kapłan, w liturgii brało udział ponad 2000 wiernych.
“Nam nikt nie chciał wierzyć: nikt się już nie spodziewał, że kiedyś jeszcze będziemy mieć wśród nas księdza – to wydawało się cudem. On święcił nam wodę, potem groby naszych zmarłych na cmentarzu. Chrześcijanie, którzy byli tu wysłani, w ciągu dwudziestu lat nie widzieli żadnego kapłana, toż w tym dniu były ochrzczone i matki, i dzieci”! .
Kiedy zaś władza radziecka coraz więcej ograniczała działalność duszpasterską, księża udzielali Sakramentów Świętych w tajemnicy. Na przykład, ks. Antoni Chomicki w parafii w Derażni, Chmielnicki obwód, 21-22 lipca 1953 roku ochrzcił ponad 400 osób, a na Greczanach w Chmielniku 28.07.1953 – 505 osób. Ludzie, którzy wiele lat nie widzieli księdza, dowiedziawszy się, że on przyjeżdża do jakiejś parafii, przybywali tam całymi rodzinami, żeby móc przystąpić do sakramentów. Przyjeżdżali nie tylko z Ukrainy, ale i z Kazachstanu, z Syberii, z Rosji i Białorusi. Na ten czas ks. Antoni był jedynym czynnym kapłanem na całe obwody. Nie patrząc na znużenie, czuł się szczęśliwym, bo Kościół żył i triumfował w ludzkich duszach. Z niektórych dokumentów wynika, że w Połonnym w ciągu w latach 1947-1954 on ochrzcił 5915 osób. Z tej parafii ks. Antoni jeździł w rejony Chmielnicka i Kamieńca Podolskiego, gdzie ochrzcił ponad 3315 osób i pobłogosławił 568 ślubów. Gdy go przeniesiono do Murafy tam w roku 1957 ochrzcił 3989 katechumenów, pobłogosławił 1011 ślubów i udzielił bierzmowanie 1563 osobom. Ogólnie ochrzcił 13219 osób i pobłogosławił 1579 ślubów, co potwierdzają dokumenty. Kto może powiedzieć, ile w sumie ks. Antoni udzielił sakramentów w parafiach Szarogród, Bar, Winnica, Łuczynec, Snitkiw, Werbowec, Kopajgorod, Czeczelnyk, Mołczany, Czerniowce i w wielu innych? Również były udzielone sakramenty, które zostały niezarejestrowane, ponieważ ludzie prosili nie rejestrować ich, bojąc się pogorszyć swój stan socjalny i utracić pracę. Kto policzy, ile ojciec wyspowiadał wiernych?
“Ks. Antoni często stawał przy ołtarzu z gorączką, by nie zostawić ludzi w niedzielę lub święta bez Mszy Świętej. Sama widziałam, jak nie jeden raz, siedząc, z ogromnym wysiłkiem ojciec odprawiał Eucharystię, a organista rozdawał Komunię Świętą, ponieważ kapłan nie mógł się poruszać. Ks. Antoni nie pracował na swoją chwałę, lecz na Bożą i z miłości do ludzi, ponieważ wiedział, że nie ma innego księdza, który mógł by go zamienić”, – pamięta Anna Szweda.
W rejonach koło Murafy, gdzie ks. Chomicki miał stałe miejsce, w roku 1957 na liturgii było około 78500 wiernych: 18850 przystąpiło do spowiedzi, 366 otrzymało chrzest i 90 par wzięło chrześcijański ślub. W roku 1958 było około 74500 osób, które przyjęły sakramenty, wśród których 8960 spowiedzi, 166 chrztów i 21 ślubów. W roku 1959 tych, komu udzielono sakramentów, było około 84000. W tym roku odbyły się 12040 spowiedzi, 242 chrztów i 68 ślubów. W te podsumowania nie wchodzą wierni z tych kościołów, do których przyjeżdżał kapłan tylko kilka razy do roku. Nie zważając na prześladowanie, w rejonach Winnicy w 1963 roku 15946 osób (48,8% stanowiły nowonarodzone dzieci) otrzymały chrzest . To rzeczywistość, która w ciągu czterdziestu lat była zniekształcona ateistyczną propagandą, i to trwało aż do 1991 roku.

[i]Там само, с. 372.

[ii]R. DZWONKOWSKI SAC, Losy duchowieństwa katolickiego w ZSSR 1917-1939…сс. 368-370.

[iii]A. HLEBOWICZ, Kościoł w niewoli. Kościół rzymskokatolicki na Białorusi i Ukrainie po II wojnie światowej, Warszawa 1991, c. 100.

[iv]W. BUKOWINSKI, Do moich przyjaciół…, c. 112.

[v] Проповідник. Катехетично-формаційний додаток “Парафіяльної газети”, 8-9 (2001) 19.

[vi]W. BUKOWINSKI, Spotkałem człowieka, op. cit., cc. 128-129.

[vii]H. M. WILKOFMCap, Tyniezginiesz, Lublin 2001, с. 11.

[viii]Kresowi Księża harcerze od Kamieńca Podolskiego do Nowogródka. Kościół rzymskokatolicki na kresowych ziemiach polskich, Red. H. Dąbkowski, Warszawa 1929, с. 47.

[ix]L. S. SOSZKA, Ks. Antoni Chomicki „Patriarcha Ukrainy”, Krakow 1993, ms, с. 2.

[x]О. ІВАНОВА, «“Люди ви вистояли!” Спогади Яніни Харритонівни Матвієць», in “Парафіяльна газета. Тижневик католицьких парафій України 50 (1995) 2.

[xi]J. SZYMAŃSKI, Kościół katolicki w obwodzie winnickim na Podolu w latach 1941-1964. Praca doktorska napisana w Instytucie Historii Kościoła Katolickiego Uniwersyetu Lubelskiego pod kierunkiem ks. Prof. Dra hab. Zygmunta Zielińskiego, Lublin 2002,с. 310.

[xii]A. FASOLINO, (a cura di), Croce e risurrezione nell’URSS, documenti sulla passione della Chiesa nell’URSS, Pessano 1979,cc. 57-58.

[xiii]J. SZYMAŃSKI, Kościół katolicki w obwodzie winnickim na Podolu…, с. 119.