ІІІ. Rodzina

simja01

Rząd chciał zniszczyć chrześcijańskie rodziny. Jeden ze znanych ministrów, który wydał prawo o rodzinie w URSR, А. Gojczberg w 1920 roku mówił: “Rodzinę należy zamienić komunistyczną partią, ponieważ ona (rodzina) jest główną formą niewolnika”[i]. ZRSR był pierwszym krajem w świecie, gdzie w 1920 r. legalizowano aborcje i prawnie ogłoszono rozwód.

Kobietom mówiono: “Twoje ciało należy przede wszystkim partii”[ii]. Stwierdzano, że kobieta musi być wolna od rodziny, mężczyzny, domu i dzieci. Odpowiednio do projektów ZRSR, 15 milionów kobiet miało nie wychodzić za mąż, lecz pracować. Ich siła była uważana za nie mniejszą od męskiej: “Tylko rząd radziecki uwalnia kobietę! Tylko on naprawdę pomaga jej zrzucić okowy niewolnika, jaki wiekami ją cisnęły”[iii].

Od dwudziestych lat rząd zaczął ogłaszać prawa, co niszczyło rodzinę. W pierwszej kolejności do młodzieży było skierowane hasło “seksualna wolność” i “wolność od rodziny”, “eros” oraz “wolna miłość” dla wszystkich. Najskuteczniejszym sposobem wyzwolenia młodzieży od “religijnych zabobonów” była walka przeciw rodzinie. Na tym obszarze odznaczyła się zwłaszcza Aleksandra Kołłontaj, która w 1920 roku była na czele Departamentu do Spraw Kobiet Ck RKP (b) i Komisarzem ludowym do spraw socjalnej pomocy. Jej hasło “Miejsce erosu” było bardzo popularne wśród komsomolców. Ona tłumaczyła to hasło “teorią szklanki wody”, czyli ” współżyć seksualnie – to wypić szklankę wody”. Czerwona partia kobiet, uduchawiona przez wojownicze ateistki, za cel stawiała sobie “wyzwolenie kobiety od rodziny, macierzyństwa, religii i burżuazyjnej moralności”. Moralność dzieci i młodzieży, dzięki takiej propagandzie, stała się tak haniebna, że nawet redakcja gazety “Izwiestija” w numerze z 25.12.1924 scharakteryzowała ją jako “okropną”.

simja02

Na Ukrainie w latach 1920-1930 zlikwidowany był cały system duszpasterski zbudowany w ciągu 700 lat: nie było żadnego katolickiego kapłana. Kościół katolicki w porównaniu do innych konfesji, był prześladowany z większą siłą, ponieważ stawiał większy opór władzy radzieckiej. Tylko gorąca wiara i głębokie życie wewnętrzne mogły dać katolikom łacińskiego obrządku siły, aby wytrwali w czasie prześladowań. Ci, którzy jeszcze żyją, opowiadają, że często podczas przesłuchań na pytanie: “Masz złoto”? odpowiadali: “Tak! Mam złoto – wiarę”! A na pytanie: “Co jest celem życia”? oni z przekonaniem odpowiadali: “Moim Celem jest Bóg! On jest dla mnie wszystkim, za Niego oddam życie! Bez Boga bym nie potrafił przeżyć. Bóg jest moim życiem. On nas bardzo kocha, gdybyśmy się kochali tak, jak On nas kocha, ile byłoby dobra! Szukalibyśmy tylko Jego i tylko do Niego zwracałoby się nasze serce. Zrozumielbyiśmy, że żyć i służyć Jemu – to jedno i to samo. Oddalić się od Niego, oddzielić się od Niego – znaczy umrzeć”[i].

“Wracałam z lasu, a mój mąż wybiegł mi naprzeciw i powiedział, że go wzywają do biura kolejowego. Milicjanci, którzy siedzieli w samochodzie, rozkazali mu ubierać się i wziąć pieniądze. On zrozumiał, że tu coś nie to! (płacze, opowiadając dalej) Rozpłakał się, wziął dziecko na ręce i pobiegliśmy do chaty. Dałam mu buty i przygotowałam jakąś odzież; sama też płakałam i ręce mi drżały. On, przytulając do siebie dziecko, również płakał. Dałam mu pieniądze, marynarkę i on wyszedł z chaty, siadł na ciężarówkę i pojechał. Nigdy nie zapomnę tego dnia i tej chwili! (płacze) Miałam wtedy 18 lat. Zostałam na ulicy z dzieckiem na rękach, a mój mąż w ciężarówce machał kapeluszem i oddalał się od mnie. Patrzyłam, jak on mi machał ręką, dopóki nie znikł za horyzontem. On powiedział mi, bym nie płakała, bo wieczorem wróci, lecz więcej już go nie widziałam, było to 17 marca 1938 roku”[ii].

W rodzinach wiara była podtrzymywała dzięki katechezie. Kiedy jeszcze istniały czynne parafie, katechezę prowadzili księża lub katecheci. Kiedy księża zostali uwięzieni, ich funkcje wykonywali rodzice i najczęściej babcie, ponieważ rodzice pracowali cały dzień. W niektórych parafiach katechizowały osoby, które po zdaniu potrzebnych egzaminów otrzymywały świadectwo, umożliwiające im katechizowanie. “Do dziś pamiętam, jak Ojciec Kotwicki katechizował: my jako dzieci przychodziliśmy z siedmiu wiosek i ksiądz stawiał nas po kolei obok kościoła na kolana z jednej i z drugiej strony i cały czas tłumaczył katechizm” [iii].

Pewnego razu w 1940 roku zapytano J. Jarosławskiego, szefa Związku Bojowników Ateistycznych ZSRR: “Skoro mamy możliwość wykorzystywania wszystkich środków propagandy antyreligijnej, dlaczego dotąd miliony robotników nie zostawiły religii i Kościoła”? Odpowiedź była taka: “Ponieważ te miliony osób wytrwale zachowują świętą wartość rodziny” [iv]. “Mojego tatę zaaresztowano w 1949 roku. Mamie rozkazano opuścić dom. Zwróciliśmy się o pomoc do naszych dalekich krewnych, lecz oni nam kazali szukać innego miejsca, inaczej i ich oskarżą o to, że są “wrogami narodu”. Zwróciliśmy się do innej rodziny, lecz otrzymaliśmy taką samą odpowiedź, i tak nikt nas nie przyjął. Pozostaliśmy bez szkoły i bez pracy”[v].

simja03Po powrocie z łagrów i zesłań około dziesięciu tysięcy księży mogło pozostać na Ukrainie. Dzięki temu w latach pięćdziesiątych liczba parafii zaczęła się zwiększać. We wsiach, leżących blisko takich miast, jak Bar, Berdyczów, Gródek Podolski, Chmielnik, Czerniowce, Połonne, Szargoród, Winnica zwiększyła się ilość biorących udział we Mszy św. Ilość Komunii Świętej, udzielonej w ciągu 1956 roku, wskazuje na intensywność życia religijnego. I tak w Gródku Podolskim było rozdane 480000; w Barze – 6000; w Żmerynce – 2000 Komunii św. [vi].

Wierni byli zmuszeni podołać wiele kilometrów, aby dojechać do miejsc, gdzie była odprawiana Msza Święta. J. Snigurska w latach 60-ch pieszo chodziła do kościoła w Połonnym w odległości 25 kilometrów od domu, bo tam o dziewiątej była Msza Święta, brała w niej udział, potem wracała do domu. Sama opowiada: “Wspomnienia o tym nie wywołują u mnie smutku. Byłam zadowolona, że byłam w kościele i że przyjęłam Komunię Świętą, ponieważ byłam bardzo żądna Boga. Pochodzimy ze wsi Mydryhołowy, do Manikowiec chodziliśmy pieszo. W niedzielę wstawałyśmy o 4 rano i na piechotę szliśmy na Mszę Świętą do Manikowiec, otrzymywaliśmy błogosławieństwo od księdza Jana, a potem z powrotem do domu. Następnego dnia raniusieńko do pracy. Chodziłam tam około 30 razy”[vii].

W różnych okresach roku liturgicznego, nawet w latach 60-ch, kiedy nie wolno było zbierać się w kościele, bo ten był zburzony, ludzie wyznawali wiarę na swój sposób: “Na Wielkanoc modliliśmy się potajemnie. Te święta zawsze mijały ze łzami w oczach. Byliśmy bardzo podobni do chrześcijan pierwszych wieków, ponieważ tak jak i oni, modliliśmy się w ukryciu”[viii].

simja04Wierni, po zniszczeniu kościoła, zbierali się na modlitwę obok kaplic czy cmentarzy i znów ryzykowali prześladowanie. W Czerniowcach, na przykład, w latach 70-ch na ludzi, którzy modlili się na cmentarzu, rzucano truciznę, którą truto szczury. O tym świadczy pan J. Bilski: “Przypominam sobie bardzo dobrze, jak 2 listopada, w dniu wspomnienia Wszystkich wiernych zmarłych, kiedy ludzie na cmentarzu szli w procesji z zapalonymi świecami, przybyli uzbrojeni ludzie, wyrwali świece z rąk i nimi bili nas po głowie. Pamiętam również, że wojskowi rzucali szkło i zapalone gałęzie na 500 osób, które wspólnie modliły się przed kościołem”[ix].

“Przed wojną, tak jak i innych lekarzy, również i mnie, przez instruktora, zawołano do Dunajewiec, aby wypełnić pewną ankietę. Napisałam swoje pochodzenie i imię ojca. Przeczytałam następne pytanie: “Czy nie macie nikogo z rodzonych uwięzionego albo zesłanego? Zawahałam się i nie wiem, co napisać, więc omijam to pytanie i wypełniam ankietę dalej. Jeszcze raz czytam pytanie i rozmyślam nad odpowiedzią. Nie wiem, co robić: jeśli odpowiem “tak”, będą problemy, a jeśli zaprzeczę, też będą problemy, bo i tak się dowiedzą. Modlę się do Ducha Świętego, i po wezwaniu Jego światła, piszę, że mój ojciec był represjonowany. Podszedł komisarz, przeczytał moją odpowiedź i powiedział: “Dlaczego tak napisaliście? Przecież tak pomyślnie zdaliście egzaminy z medycznego i wojskowego przygotowania”. On zaproponował mi wyprzeć się mojego ojca i jego poglądów. Rozpłakałam się i stanowczo stwierdziłam, że nie wyrzekam się jego, i z przekonaniem mówię, że on był bardzo dobrym człowiekiem. Komisarz dał mi zrozumieć, że nawet gdy zdam wszystkie egzaminy, dyplomu wojskowego nie otrzymam. Znów potwierdzam swoje przekonania, i on, próbując je zmienić , przypomina mi, że to bardzo proste do rozstrzygnięcia: wystarczy tylko napisać “wyrzekam się wszystkiego” i dyplom jest mój. Oby osiągnąć swój cel, daje mi 10 minut. “Wyrzec się mojego ojca?! Nie! Nigdy”! Kiedy komisarz wrócił, z pewnością potwierdziłam swoje poglądy. Rozkazano mi wracać do domu, a kiedy dobrze pomyślę, wrócić i otrzymać wojskowy dyplom.

Za niecałe dwa tygodnie zaczęła się wojna. Ci, którzy otrzymali wojskowy dyplom, byli wezwani do wojska. Wszyscy ci, kto pracował z tą lekarką, do domu już nigdy nie wrócił. “Jeden, który uczył się razem ze mną w szkole, zginął od razu. Kto wie, gdybym wyrzekła się mojego ojca, to, może bym, też nigdy nie wróciła”[x].

Nie zważając na prześladowanie i łagry, katolicy mocno wierzyli w Boga i żyli głębokim życiem duchownym, o którym świadczyły ich czyny, jak o tym mówią świadkowie:

“Moi rodzice dobrze żyli ze sobą i z innymi. Kiedy wrócili z łagrów na Ukrainę, ludzie zebrali się, jak na pogrzeb, i przyjmowali nas, płacząc. Nasz obowiązek – to zawsze czynić dobro, nawet wtedy, kiedy ludzie do ciebie odnoszą się źle: ty ich zwyciężysz dobrem. Jeśli ktoś nie rozmawia ze mną, to pierwszy powiem mu słowo. Trzeba być pokornym, a nie zarozumiałym, jak ci, co panują. Trzeba kochać wszystkich tak jak to czynił Jezus”[xi].

Inni dodawali: “Jeśli w sercu nie ma miłości, to co to za wiara”?, i dawali temu świadectwo wieloma przykładami i czynami. Podczas wojny przyszli zaaresztować żonę jednego urzędnika – chrześcijanina, i błędnie trafili do jej wierzącej przyjaciółki, która chętnie przyjęła zamianę. “Masz dwoje dzieci, – aresztowana miała tylko kilka sekund, by jej to powiedzieć, – a ja sama, i cieszę się, że mogę zamienić ciebie”. Kto widział ją przed wywiezieniem do łagrów, mówią, że ona się uśmiechała[xii].

Jan Paweł ІІ: “Wiara jest na tyle ważna dla narodów i poszczególnych osób, że w wielu wypadkach są oni gotowi na każdą ofiarę, by ją zachować”[xiii].

[i]История Совецкой Конституции в декретах, Москва 1936, c. 114.

[ii]A. SOLZENICYN, Arcipelago Gulag I1: 1918-1956, Milano 1990, c. 12.

[iii]Безбожник5 (1925) 3.

[iv] М. КАРВАЦЬКА, с. Мудриголови, 06.09.2000, ст. 95, в П. ГОНЧАРУК, Духовнежиттяпереслідуванихосіб…,с. 48.

[v] Д. КВАСНЮК, с. Підлісний Мукарів, 26.12.2000, ст. 78,в П. ГОНЧАРУК, Духовнежиттяпереслідуванихосіб…, с. 34.

[vi] М. КАРВАЦЬКА, с. Мудриголови, 06.09.2000, ст. 95, в П. ГОНЧАРУК, Духовнежиттяпереслідуванихосіб…,с. 48.

[vii]Безбожник 21.04. (1940) 17.

[viii]Я. ОСТРОВСЬКА, м. Городок, 10.02.2001, ст. 116, в П. ГОНЧАРУК, Духовнежиттяпереслідуванихосіб…, с. 35.

[ix]S. STĘPIEŃ (red),PolacynaUkrainie. Zbiór dokumentów. Cz.1: lata 1917-1939, vol. II, Przemyśl 1999, с. 75.

[x]Я. СНІГУРСЬКА, м. Городок, 31.08.1999, ст. 65, в П. ГОНЧАРУК, Духовнежиттяпереслідуванихосіб…, с. 6.

[xi]Г. РАДЗІЄВСЬКОГО, м. Городок, 31.07.1999, ст. 53,в П. ГОНЧАРУК, Духовнежиттяпереслідуванихосіб…, с.57.

[xii]J. BILSKI, Wspomnienia,вZbiory własne autora, Bar 1993, с. 160.

[xiii]Г. КУЗЬМИНСЬКА, с.м.т. Станція Дунаївці, 30.10.2000, ст. 42,в Там само, с. 45.

[xiv]А. СМОТРИКОВСЬКИЙ, м. Кам’янець-Подільський, 10.11.2000, ст. 4, ,в Там само.

[xv]B. CAPLICKI, (a cura di), Martirologio cattolico, Mosca 1999, mp.

[xvi]B. CAPLICKI, (a cura di), Martirologio cattolico, Mosca 1999, mp.