VIII. Solovky

solowkyWiększość katolickich i prawosławnych księży była zesłana do łagru na Solovkach. Wyspa ta znajduje się razem z innymi wyspami na Morzu Białym, tworząc system wysp pod nazwaniem Słoń, co oznacza łagry specjalnego przeznaczenia. Zgodnie z badaniami profesora Romana Dzwonkowskiego w latach trzydziestych 360 księży katolickich przebywało w więzieniach albo na zesłaniu. Przybywali na wyspę Sołowkę nie mając najmniejszego pojęcia,

co to za wyspa. Nie wiedzieli o tym, że to miejsce było nazwane „wyspą łez”. Dopiero, gdy wchodzili wielkimi, kamiennymi schodami, rozumieli, że przybyli do świątyni Przemienienia, o czym świadczył bardzo zniszczony napis nad wejściem. W środku nie zachowało się nic – nawet jeden obraz. W pomieszczeniu znajdowało się ok. 70 milczących osób, leżących na łóżkach. Ta śmiertelna cisza rodziła strach. Ludzie byli jeszcze przerażeni podróżą, gdy ich kopano i bito. Wszyscy mieli wrażenie, że przybyli do piekła. Możliwe, że każdy z nich myślał o końcu, jaki go czeka i nie miał już sił, by przeżyć te nieludzkie tortury. Oddział pracował całą noc sprzątając ówczesny sołowecki klasztor – kreml: przenoszono żelazne belki i kamienie z miejsca na miejsce, zamiatano i myto kamienną posadzkę w środku fortecy po to, aby następnego dnia kamienie znów wróciły na swoje stare miejsce. To było najgorsze: nie było pracy, a więźniowie nie mogli siedzieć bezczynnie. Kazano im rozbijać lód na jeziorze gołymi rekami, aby się przypadkiem nie rozleniwili. Tylko nad rankiem, dwie godziny przed pobudką, więźniowie mogli się położyć na swoich pryczach.

Księża, wysłani w 1932 roku na wyspę Anzer, z wielką odwagą i godnością bronili swoich religijnych przekonań i kategorycznie odpierali oskarżenia charakteru politycznego, o czym świadczą rezultaty przesłuchań, zapisane w sądowych dokumentach: „Tutaj stałem się bardziej wytrzymałym i nic nie może zniszczyć mojej wiary” – Potap Jemelianov. „Jestem gotowy oddać życie za swoje religijne przekonania” – o. Wincenty Dejnis.

„Bóg mnie wybrał i pomaga wszystko ścierpieć, aby ożywić wiarę innych. Nie pójdę na żaden kompromis z władzą w tym, co się odnosi do religii” – o. Paweł Chomycz.

„Co do katolicyzmu to nie zmienię moich przekonań. Zostanę wiernym i wytrwałym tak samo, jak przed aresztem i podczas zesłania do łagrów. Nie żywię nienawiści do radzieckiej władzy, ale nie mogłem i nie mogę żyć bez Boga, nie mogę iść przeciwko swemu sumieniu” – o. Jakub Rozenbach.

solowky02Napisy wyryte przez więźniów przed samą śmiercią albo przed wyjazdem na ścianach góry Sokyrnoj, potwierdzają szczególne okrucieństwo reżymu łagrów i więzień: „Mądrość – oto droga do wolności. Do zobaczenia wyspo Anzer! Nie mogę sobie niczego dobrego przypomnieć o tobie – to nie było życie, to było coś gorszego od śmierci. Boże pomóż nam abyśmy już nigdy tego nie zobaczyli. Do widzenia ludzie, którzy tu żyjecie, w naszych sercach nie zostało nawet jednego przyjemnego wspomnienia. Do zobaczenia”.

W lipcu i październiku 1937 roku zaczęły się rozstrzeliwania w łagrze Siłowkiw (rozstrzelano 1850 więźniów, wśród których było wielu katolików).solowky03 Świadkowie wspominają jeszcze inne sposoby tortur jakie były stosowane w łagrze w 1938 r. w miejscu pracy Kaporska. W bardzo zimny dzień wysyłano rozebranych albo prawie rozebranych ludzi do baraku nr 4. Innych więźniów, których nazywano „ wilkami polarnymi”, zmuszano do wychodzenia do toalety zupełnie nago. „Wilki” często karano w ten sposób, że bez ubrania wypuszczano ich z baraku na przenikliwy mróz i wiatr, nie zważając na to, że ofiary płakały, krzyczały i prosiły, by pozwolono im wrócić do środka. Zgodnie z danymi szpitala w ciągu ośmiu miesięcy w tym baraku umarło 979 osób.

  1. Kickas wspomina, że w 1938 roku w więzieniu na Sołowkach były dwupiętrowe łóżka, wąskie przejście i cuchnące potem powietrze. Żeby w ogóle było przejście, więźniowie byli zmuszeni trzymać zawsze nogi podwinięte pod siebie a worki i walizki mieli pod głową. Było strasznie ciasno, a i tak dla wszystkich nie starczało miejsca. Wtedy odpowiedzialni za barak nakazywali leżeć na boku i kolanami spychali do siebie pięciu uwięzionych tak aby znalazło się miejsce dla jeszcze jednego. „Dziadku, dziadku, co się stało? Ty płaczesz? Źle się czujesz? Boisz się? Dziadek odpowiedział: „Strasznie smutno, Sergieju, bardzo smutno przez to, że urodziłem się człowiekiem. Z nikim tak nie postępują, przecież jesteśmy ludźmi, rozumiesz mój drogi, ludźmi”.

Od razu po przybyciu do łagru zaczynały się prześladowania. J. Muszyński opowiada: „Musieliśmy się rozebrać, zostawili na nas podkoszulki i bieliznę. Zapytałem, czy mogę zostawić sobie skarpetki , bo podłoga była bardzo zimna, jak lód. Odpowiedzialny za barak krzyknął do mnie: „Zdejmuj! Zabronione!” ….To był nie tylko strach przed śmiercią ale strach przed samym rodzajem takiej śmierci; z rąk pijaków, zabójców, strach przed niewiadomą śmiercią, śmiercią jak pies. Poczucie horroru nie opuszczało nas nawet na chwilę, bo w głębi naszej świadomości gnieździł sie strach”.

Oficer Holtiev dla kaprysu rozstrzeliwał jednego lub dwóch nowo przybyłych, i robił to nie dlatego, że był najokrutniejszym z oficerów, bo będąc nietrzeźwym wydawał się być dobrym człowiekiem. Robił to po to, by ich zastraszyć, by dać im odczuć absolutną niemoc wobec jego autorytetu i aby zrozumieli, że stamtąd nie ma wyjścia.

Chciał zniszczyć jeszcze w zarodku nawet najmniejszy przejaw sprzeciwu i całkowicie ich podporządkować prawom panującym w łagrze sołowieckim. Najczęściej zabijał oficerów i księży. W archiwalnych dokumentach znajdujemy wspomnienia jednego z katolików; „Nasza dola jest straszna. Powinniśmy stać się bandytami albo męczennikami. (GPU używało różnych tortur: więzienia pełne wody, koszule z kolczastego drutu, metalowe pałki do bicia i

wiele innych, ale najbardziej popularną torturą było przyciskanie palców drzwiami. Młodzi z rozpaczy rzucali się do rzeki albo pod pociąg. Poleje się jeszcze ciepła krew chrześcijan w nasz, czas tak jak za Nerona czy innych. Kiedyś oni robili cuda a teraz ich nie ma. Te zdania wyrwane z kontekstu, nie pasują Bóg dopuszcza wielkie doświadczenie wiary na nas, tak jak na pierwszych chrześcijan – my znosimy nie tylko fizyczne tortury, ale i psychiczne.”

Czas pobytu na wyspie Sołovka tak opisuje I. Zajikina: „W ciszy, z prawa i lewa, wzdłuż ściany, siedzieli więźniowie w dwóch rzędach na prostych, drewnianych łóżkach, w większości jeden obok drugiego. Ci z przodu ze zgiętymi nogami ci z tyłu z nogami podwiniętymi pod siebie. Rozkaz: „Siedzieć na miejscach! Nie rozmawiać!”. Wszyscy rozebrani, bosi, niektórzy podobni do szkieletów. Patrzyli na nas smutnymi i zmęczonymi oczami, w jakich można było wyczytać głębokie współczucie dla nas, nowych. Oni wiedzieli, że na nas czeka to, co oni już przeszli (….) Jedyne co mogę sobie przypomnieć to nasze przebywanie w w jakimś zniszczonym kościele. Freski były zamalowane białym wapnem. Boczne ołtarze zamieniono na karcery gdzie torturowano więźniów. Na miejscu ołtarza była wielka toaleta (ubikacja), gdzie na środku ołtarza była wycięta wielka dziura. Rano i wieczorem tradycyjne powitanie, jak psa . Jeśli na przywitania odpowiadaliśmy za cicho, trzeba było nam je powtarzać przez następne pół godziny. (…). O 12.00 w południe jedzenie – raz dziennie. Bardzo mało jedzenia, i tylko w południe….i tak całymi tygodniami, miesiącami”.

Życie w łagrze było ciągłą walką o przeżycie: osądzeni, nadzy, pod wartą, byli zmuszeni do przejścia wielu kilometrów wzdłuż czterech ścian więzienia, tak, że aż w głowie się kręciło. Pierwszego dnia po wejściu do celi nie można było chodzić obutym, ponieważ skrzypienie podłogi mogło stać się okazją do dawania sygnałów więźniom z sąsiedniej celi.

W łagrach ze specjalnym reżimem pracy, więzienia były wybudowane bez najmniejszego fragmentu drewna, łóżka były przymocowane do ściany a metalowe krzesła do podłogi.

Większość umierała w ciągu dwóch dni z powodu choroby płuc, psychicznego załamania albo byli rozstrzeliwani, jeśli psychicznie chorowali próbowali protestować. Więźniowie pracowali bez przerwy – cały czas, dlatego, że nie było dni wolnych ani świąt i często zmuszano ludzi do wykonywania bardzo poniżającej pracy: „Zmuszano nas do przesuwania kamieni z jednego miejsca na inne. W celach było nawet po dwadzieścia osób. Rano przyszedł klawisz i stwierdził, że jeśli chcemy otrzymać śniadanie, musimy przesuwać kamienie… i zaprowadził nas na miejsce. Przed kolacją kazał nam znów przesuwać kamienie na to samo miejsce, z którego rano je zabraliśmy. Jedynym sprzętem, z którego mogliśmy korzystać były nasze ręce i plecy.

Jeden ze świadków wspomina, jak więźniom przywiązywano do pleców belkę (drąg), związywano z tyłu ręce i puszczano w dół po 310 stopniach, które prowadziły na górę Sekerna. H.O wsiany opowiada, jak dyrektor kulturowo-naukowej sekcji SLONu mył obuwie, zalane krwią, bo kopał wierzących więźniów podczas przesłuchań. D. Lugaczov przypomina sobie tortury jakie stosowała dyrekcja więzienia latem: ten, kto nie zrobił zadanej pracy na czas był rozbierany i przywiązywany łańcuchem do drzewa. Nazywano tę torturę: „Do łańcucha”. Ciało wkrótce było tak gryzione przez komary i muchy, że nieszczęśnik umierał: „nie zostawało na nim najmniejszego fragmentu żywego ciała”. Innych podczas przesłuchań ciągano za brodę z jednego końca do drugiego. Czasami oficerowie podnosili więźnia ciągnąc kleszczami za jednego wąsa i trzymając tak kilka minut.

solowky04U podnóża góry Golgoty w łagrze na Solovkach była kapliczka wypełniona łóżkami aż do sufitu tak, że jakiś czas przebywało w niej 200 osób. Bewoł – komendant Golgoty, śmiejąc się, nazywał ich „beczką krwi”. Cieszył się, ściągając więźniów z trzeciego piętra łóżek za włosy aż do samej podłogi, rozbijając im w ten sposób głowy. Oprócz tej była jeszcze inna tortura zwana; „dla odświeżenia”, która polegała na tym, że przywiązywano ich do dzwonnicy, kiedy padał śnieg i z każdej strony mocno wiało. 10 maja 1930 roku w kapliczce na rozkaz Bewola były wprowadzone prześladowania na dwa sposoby. Pierwszy, bardziej łagodny, pozwalał, aby więzień stopami dotykał ziemi, drugi sposób na to nie zezwalał, zakłócając prawidłowy obieg krwi. Więzień był zmuszony do siedzenia bez ruchu osiemnaście godzin na dobę i jedynie raz na trzy dni mógł coś zjeść.”

Nawet kobiety doświadczały całego okrucieństwa życia w łagrze. Trzymano ich w celach i przesłuchiwano na równi z mężczyznami. Jeden ze świadków wspomina: „Śledczy radycyjnie gwałcili dziewczęta podczas przesłuchań, biedne ofiary płakały i krzyczały”. Dyrektor łagru Burepolov Hrinberh wymagał, aby przyprowadzano do niego każdą nową kobietę, która przybywała do łagru. Miała miejsce powszechna przemoc, która nie znała żadnych miar i hamulców.

Lozbek wspomina: „do naszej celi weszła jedna młoda dziewczyna, która była blada i ledwie trzymała się na nogach. „Przyszłam z karnej celi – powiedziała –nazywam się Ania Bublik”. Minimalne przebywanie w tej celi trwało 4-5 dni a maksymalne nawet 20. Biedna Ania musiał stawiać wielki opór dyrektorowi łagru, który posadził ja tam na 20 dni. Wystarczało i pięć dni, by tam się rozchorować…. Ania przebywała w naszej celi miesiąc. Dziewczyna coraz gorzej się czuła. Pewnej nocy miała wysoka gorączkę tak, że przeniesiono ja do sanitarnej części, gdzie zmarła następnego dnia. Miała zaledwie 21 lat”.

[i]Мартірологія українських Церков, vol. 4, Торонто-Балтімаре 1983, c. 62.

[ii]I. ZAIKINA, «Usłyszeliśmy ich głosy…»…, с. 245.

[iii]И. А. РЕЗНИКОВА, «ПолякинаСоловках», вAA.VV., ПолякивРосии: историяссылкиидепортации. Тезисы докладов конференций, Санкт-Петербург 1995, с. 32.

[iv]A. SOSZYNA, PolakinaSolowkach. Wyciąg z archiwum sołowieckiego, 1994, ms.

[v]J. BRODSКIJ, Solovki le isole del martirio, da monastero a primo lager sovietico, Milano 1998, c. 52.

[vi]H. OWSIANY, «Paradoksy łagrów sołowieckich», in Skazani jako „szpiedzy watykanu”. Z historii Koscioła katolickiego w ZSRR 1918-1956, Red. R. Dzwonkowski SAC, Ząbki 1998,с. 271.

[vii]I protocolli, La Chiesa romanocattolica, 822 в Archivio Centrale delle Associazioni Sociali dell’Ucraina, 8-1-102, сс. 23-24.

[viii]I. ZAIKINA, «Usłyszeliśmy ich głosy…»…, с.246.

[ix]Z. LENIEWSKI, «Ciernistym szlakiem. W drugą rocznicę śmierci ks. Prał. Józefa Kuczyńskiego», вGazeta Niedzielna 24.04. (1984) 16.

[x]J. BRODSКIJ, Solovki le isole del martirio…, c. 193.

[xi]M. LENARDOWICZ, Na wyspach tortur i śmierci. Pamiętnik z Sołówek, Warszawa 1930, c. 163.

[xii]J. BRODSКIJ, Solovki le isole del martirio…, c. 281.