VI. Więzienia i przesłuchania

вязниці

Wielu z tych, których przetrzymywano w obozach koncentracyjnych Dzezkazganu, przeznaczonych wyłącznie dla więźniów politycznych, potwierdza, że codziennie oficerowie przypominali żołnierzom podejmującym służbę :„ Pamiętajcie, że pilnujecie najbardziej niebezpiecznych wrogów kraju”. Ojciec Hilary Wilk opowiada, że nazywali go „papieskim faszystą” i „ strasznie znieważali mnie i innych księży za naszą wierność Następcy św. Piotra i biskupom”.
O.Władysław Dworecki był aresztowany w 1922r. za ukrycie drogocennych przedmiotów liturgicznych podczas jednej z konfiskat. Został skazany na śmierć jak największy wróg klasy robotniczej. Zesłany do obozu na skutek tortur stał się inwalidą i nie mógł poruszać się o własnych siłach. Jego parafianie tak opisali jego życie w liście do Episkopatu Polski, a konkretnie do prymasa kard. Augusta Hlonda: „ Życie tego męczennika jest bardzo trudne. Cierpi nie tylko fizycznie, lecz ciągle boi się powtórnego zesłania. Jest pozbawiony nie tylko jakichkolwiek udogodnień, lecz najniezbędniejszych rzeczy do życia. Ludzie biedni i zastraszeni; nie mają możliwości albo boją się mu pomagać, dlatego ksiądz może umrzeć z głodu albo z zimna.” ii
O. Feliks Lubczyński był aresztowany siedem razy, ostatni raz 13.04.1927 r. w Moskwie. W kryminalnych aktach czytamy: „Odważny i wytrwały kapłan> nie boi się nikogo i niczego. Wysłany na 10 lat na Sołowki, w następstwie tortur ma osłabiony system nerwowy.” iii Po uwięzieniu na wyspie Anzer zachorował na raka mózgu i zmarł w wieku 45 lat.
Wśród najaktywniejszych był więzień z Sołowki, o. Makary Karowiec. KDB 13.01. 1930 r. szukało go, by go wysiedlić, nie zważając na jego pragnienia . W protokołach z jego przesłuchań czytamy: „Byłem w obozach 12 lat i tyleż lat chciałbym przeżyć na Ukrainie, jeśli Bóg dozwoliłby mi tam pracować, poszedłbym pieszo”. Bóg wysłuchał jego modlitw ; rzeczywiście otrzymał przeznaczenie do miasta Szargoród na Ukrainie, dokąd dopłynął łódką po Jeniseju. Z 950 osób, które były zesłane razem z nim, przy życiu pozostało tylko 50. ivwiaznyci02

Oto wspomnienia innego kapłana: „ My, księża, prawie wszyscy starzy i niezdatni do pracy, najczęściej byliśmy przeznaczani do ciężkiej roboty, jak na przykład kopanie fundamentów w zamarzniętej ziemi albo zimą transportowanie różnych rzeczy na odległość 15 km. Często zmuszali nas do pełnienia warty zimą na zewnątrz budynku bez przerwy 16 godzin. Po ciężkiej pracy trzeba odpocząć, ale w naszym budynku dla każdego było mniej niż 1/16 m3 powietrza niezbędnego do życia.” V

Aby zniszczyć duchowieństwo, władza stworzyła specjalne więzienia w Sokolnikach k. Moskwy, w Lefortowo, Butyrkach, na Łubiance w Moskwie, w Kijowie, Charkowie oraz w Jarosławiu nad Wołgą. Liczba prześladowanych bez przerwy wzrastała, szczególnie w 1932 r., kiedy rozpoczęła się „ Pięciolatka ateizmu”, celem której było, m.in. zniszczenie wszystkich kościołów i wierzących, oraz „ zniszczenie idei Boga”. W 1937 r. miało miejsce 200 000 przypadków represji z których 100 000 zakończyło się wyrokiem śmierci. 5 marca 1937 r. Plenum Komitetu Centralnego KPRS sankcjonuje rozszerzenie masowego terroru. Księza z Wołynia, uwięzieni w 30-tych latach na Łukianiwce w Kijowie, stwierdzili: „ W maleńkiej celi pod ziemią, było nas 8. Razem odmawialiśmy różaniec, śpiewaliśmy pieśni wielkopostne, maryjne, prowadziliśmy wykłady: o. Bukowiński z historii, o. Drzepecki z teologii i dogmatyki… Ja opowiadałem o problemach społecznych z naszej działalności w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży.” Vi Po ogłoszeniu wyroków kierownictwo GPU wysłało księży do najsurowszych obozów. Potwierdza to list o. Kuczyńskiego: „ Wysłali o. Bukowińskiego na Ural, w jakiś czas potem i mnie spotkał ten sam los.” W obozie koncentracyjnym Gułagu znajdowali się mordercy i inni złoczyńcy. Jak tylko przyjechał tam o. Kuczyński, ograbili go, a że bronił swoich skromnych rzeczy, pobili go do nieprzytomności. Głód był tak silny, że niektórzy jedli rybie łuski i głowy śledzi znalezione na śmietniku.

wiaznyci03O. Józef Kuczyński w latach 40 –tych był zmuszony do pracy motyką i łopatą w obozie w Workujcie, nad oceanem Północno – Lodowym. Często też musiał kosić, stojąc w wodzie. Często w zaroślach można było natrafić na zwłoki któregoś ze zmarłych więźniów, które porzucali pracujący na cmentarzu, którym nie chciało się kopać jamy w zamarzniętej ziemi.
O. Fedorowicz wykonywał pracę szewca i w 1947 r. notował: „Znów piszę w nocy. Wczoraj była niedziela, a ja nie znalazłem nawet chwilki, żeby wiaznyci04cos zapisać. Po 12.00 zmienili warunki pracy i nas wszystkich, nie nadających się do pracy, posadzili za maszynki wyrabiające damskie obcasy. Rano do siódmej robię wszystko, co możliwe i konieczne, a potem do 17.00 pracuję. Z czasem będzie to szybciej i lepiej. Młotkiem tłukę sobie palce, ale ran jest już mniej. Lekarz, do którego zwróciłem się z powodu trudności w zginaniu palców, powiedział, ze wkrótce przywyknę.” Vii

 

Zygmunt Gałuniewicz w liście do swojej siostry Wandy 26.04.1947 r. pisze: „ Droga Wando! W wiaznyci05mojej karcie zdrowia zapisano, że stan bez zmian, ani na lepiej, ani na gorzej. Na zmiany na lepiej nie mam nadziei, bo do tego niezbędne na początek jedzenie i leczenie. Dziękuję Bogu, że nie czuję się gorzej. Trzy bez przerwy miesiące pracy w kopalni spowodowały kalectwo (przepuklinę), co można wyleczyć tylko przez operację. Z tego powodu przez pół roku, od 1 listopada 1946 do kwietnia 1947 jestem w szpitalu. Cierpię tez na zapalenie błony śluzowej żołądka . Odmrożenia palców, ponieważ pracowałem w kamieniołomie podczas mrozów, to pozostawiło ślady: z bólem poruszam tylko wskazującym i małym palcem na lewej ręce. Rano szczególnie trudne jest mi rozgiąć rękę, nawet jeśli robię masaż. Zapalenie płuc i zapalenie oskrzeli są u nie przewlekłe, więc miałem robione zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej w celu wykluczenia gruźlicy, ale nie mam temperatury. Próbuję się nie denerwować i nie tracić odwagę i to mi się udaje. “, Nie wahaj się, nie martw się, nie poddawaj się, znosić wszystko w duchu chrześcijańskim i kapłańskim, jako pokutę, ofiarę, a Bóg wszystko ci wynagrodzi” – mówię sam do siebie, i tak ratuję swój układ nerwowy. W trudnych chwilach wołam do Bożej Opatrzności i proszę, aby mi dała odczuć swoją opiekę. To nie jest brak zaufania, to tylko prośba, o zwiększenie mojej wiary, umocnienie w przekonaniu, że Bóg mnie wspiera. W porannej modlitwie, myślę o moim codziennym życiu, nierealności jakiejś zmiany, o znakach, które są mi dane przez Boga i które są trudne do policzenia, ponieważ tak jest ich wiele, i tak z nową energią chwytam się wiarą Jego, gotowy do każdego cierpienia, ale wyrzekając się Go nigdy. Niech Bóg da mi tę łaskę »viii.
Często ludzie spali w mundurach; zjedli zgniłe ziemniaki i chleb bez soli. W kopalni musieli pracować na głębokości osiemdziesięciu metrów.. Ojciec Andrzej Gładysewicz pamięta, że pewnego razu o dziewiętnastej wieczorem skończyli pracę. Nie zdążyli zjeść kolacji, jak już ich wezwali na przeliczenie, czy wszyscy są, i śmiali się z nich, dając rozkaz maszerowania i pozdrawiania przełożonych. Po tym upokorzeniu część z nich znów odesłano do pracy w nocy, do tak zwanej “pracy nocnej napaści.” Zanurzeni w zimnej wodzie do pasa, przy silnym wietrze, musieli łapać w wodzie kawałki drzew. Ojciec Chomicki na wygnaniu w Workucie pracował drugą i trzecią zmianę w czasie nocy polarnej, przy temperaturze więcej niż 40 stopni mrozu, który przenikał przez podarte ubrania. Rozładowywał wagony, które przybyły z południa z zamarzniętym piaskiem i musiał to zrobić bardzo szybko, bo wagony nie mogły długo stać na torach. Wykonywali tę pracę we trzech razem, na zmianę rozgrzewając nogi. W chwilach przerwy wszyscy zbierali się w kącie wagonu wraz z księdzem i wspólnie prosili “Pocieszycielkę strapionych”, o siłę, aby przetrwać i wrócić do domu. Po skromnym posiłku, zawsze głodni, zasypiali na gołych łóżkach do komendy : “Wstawać!” Zwykle spali na przemian, tak aby buty zimowe, które kładli pod głowę, onuce, którymi owijali nogi, a także czapkę i rękawice mógł używać ktoś inny.
E. Nikonov opowiada o dramatycznych losach więźniów w obozie, jak byli osłabieni przez długą podróż, rewizje, zagubieni ze względu na śmiałość nowych strażników i zmuszeni słuchać bez zastrzeżeń wszystkich rozkazów. To był straszny widok – zobaczyć kapłanów i biskupów w sutannach, starszych mnichów i znanych naukowców, którzy stale maszerowali pod dowództwem jakiegoś łajdaka z liczby tych, którzy znieważają najbardziej Imię Boga, pracujących bez wytchnienia, aż do całkowitej utraty sił, podczas ciągłych wrzasków brygadiera, który zmuszał ich do gromadzenia w sterty jakiegoś gruzu. Wszyscy poruszali się jak atomy – bez poczucia czasu i przestrzeni, niezdolni zrozumieć, ile godzin pracowali, czy był dzień, czy noc, nie mogąc odróżniać dzień od białej nocy.

wiaznyci06Większość księży trzymano w Jarosławiu nad Wołgą, w więzieniu dla więźniów politycznych znanym z brutalności od carskich czasów. Więźnia przywozili samochodem z ochroną 5 policjantów. Leżał na podłodze twarzą do ziemi, z rękami związanymi za plecami. Na plecach kładli mu koło zapasowe. W tej pozycji nic nie widział i nie wiedział, w którym kierunku go wiozą. Domyślał się, że przybyli na miejsce po pisku hamulców i skrzypieniu otwieranych drzwi. Potem więźnia prowadzili w dół, i znowu musiał znosić upokorzenia. Prowadzili do pokoju, gdzie był rozbierany do naga i przeszukiwany. Zabierano wszystko, co miał. Jeśli ktoś miał coś do jedzenia, natychmiast zabierano i wyrzucano do śmieci. Wszystko zapisywano w protokole. Golono go, a po prysznicu nagiego prowadzono do komendanta obozu. Ten sprawdzał dane osobowe, interesował się stanem zdrowia; następnie czytał długą listę rozkazów, które więzień miał wykonywać. Następnie więzień otrzymywał ubranie i prowadzono go do grupowej lub pojedynczej celi. Od więźniów żądano zachowywania całkowitego milczenia. Jeśli to było konieczne, oni mogli wyrażać swoje prośby szeptem. Wymagano również, aby stać przy oknie z rękami za plecami podczas inspekcji rano i wieczorem; patrzeć w twarz inspektorowi i odpowiedzieć na jego pytania tylko szeptem; nigdy nie zadawać pytań, nie nazywać swojego imienia i nazwiska, ale tylko numer otrzymany w dniu przyjazdu do więzienia. Codziennie obowiązywał spacer. Zawsze chodzili ze swoim znakiem – numerem, niezależnie od warunków pogodowych, ze spuszczonymi oczyma. Otrzymywali postny posiłek: na obiad jakąś zupę, groch, sałata, kawałek mięsa lub ryby. Wczesnym wieczorem i dano tylko kawałek chleba, czasem z dżemem z albo z burakiem, kawę jęczmienną, lekko słodzoną. Jeśli ktoś nie jadł, posiłek należało zwrócić, wyjaśniając, dlaczego nie zjedzony. Można było iść do biblioteki czytać książki dla dzieci – nie było czasopism lub gazet. Można wysłać do domu pocztówki z gotowym tekstem, co dwa lub trzy miesiące. Wielu po izolatce doświadczyło negatywnych zmian w mentalności i zachowaniu. On po prostu mówił tylko cicho, szukając samotności, spokoju i izolując się od innych” ix.

Niepokornych przenoszono do karceru: pokoje o żelaznych ścianach i suficie, niskie i wąskie, gdzie łóżkiem była metalowa deska bez materaca. Więzień, zanim był tam wtrącony, był całkowicie rozbierany i raz na dobę na otrzymywał jedynie kawałek chleba (300 g) i szklankę ciepłej wody. W takich warunkach nikt nie mógł wytrzymać więcej niż dziesięć dni, potem przenoszono go do szpitala, gdzie przebywał do wyzdrowienia. Z najdrobniejszego powodu więźniów bito i zamykano do “kabiny” – była to sala bez ogrzewania, i tam więzień przebywał aż do czasu, gdy się “poprawił”. Po “kabinie” 90% więźniów było chorych na zapalenie płuc i oskrzeli.

wiaznyci07Oto wspomnienia o. Nowickiego o czasie spędzonym w owej „kabinie”:

„ Nie można było stukać w drzwi, należało czekać, aż strażnikowi zechce się otworzyć okienko w drzwiach. Mnie za to, że zastukałem po tygodniu uwiezienia, na dobę zamknęli do karceru, dzięki Bogu, że tylko na dobę. Podczas mojego uwięzienia naszą celę dwukrotnie pozbawiali na cały miesiąc spaceru, to znaczy światła i czystego powietrza. Pierwszy raz za to, że powiedzieliśmy, że w chlebie jest pełno piasku, a drugi raz za to, że nie jedliśmy zupy, w której było mnóstwo białych robaków” x

Ksiądz Jan Żmigrodzki opowiada o roku 1930: “Więzienie zaczynało się z szafy. Człowieka, którego przed chwilą zaaresztowany, który jest jeszcze pełny sił i zdolny do sprzeczania się by obronić własną godność, zamykano w tej szafie, gdzie była tylko słaba żarówka i krzesło, a czasami trzeba było i stać w ciemności. Tak go trzymano przez całą dobę w całkowitej ciszy. Przy pierwszych oznakach, kiedy zauważono, że człowiek zaczyna się łamać, zaczynały się przesłuchiwania. Niektórzy więźniowie ubliżali sędziemu i śledczym. Ten błąd pozwalał prześladowcom niemiłosiernie znęcać się nad więźniami.” Na arkuszu widnieje napis ołówkiem do sędziego, towarzysza Gradowa, uczyniony przez ks. Żmigrodzkiego po wielu przesłuchaniach: “Jestem w okropnym stanie, nie śpię już 8 dni, nie mogę nic jeść, bo bardzo boli żołądek. Proszę miejcie miłosierdzie nade mną. Nie mam nawet grosza, a wy macie moich 20 rubli. Ile razy już was prosiłem dać mi je na lekarstwa, lecz bezskutecznie. Żmigrodzki”i.

Również ksiądz Andrzej Gładysiewicz wolał pozostać i być zaaresztowanym, niż opuścić swoich ludzi. I tak kiedy pewnej nocy żona jednego z oficerów przyszła, by uprzedzić, że władza już wydała dekret na jego aresztowanie, i doradzała mu od razu uciekać, on pozostał i tak rozpoczęła się jego własna Droga Krzyżowa. Najpierw sądzono go we Włodzimierzu Wołyńskim, później w Łucku. We dnie i w nocy poddawano go ciężkim katuszom, pod paznokcie wtykano igły. W celi, gdzie nie można było nawet usiąść, na głowę kapała woda i zamarzało ubranie, człowiek nie wytrzymywał i zaczynał tłuc do drzwi. Takim sposobem PSB zmuszała о. Andrzeja do współpracy. Proces trwał prawie pół roku. Księdza przetrzymywano w więzieniu w okropnych warunkach. Na ścianach było dużo krwi od pcheł, które go kąsałyii.

Dla księży kacet i zesłanie miały głębokie i ukryte znaczenie: ich cierpienie było zaplanowane przez Opatrzność Bożą. Dawało możliwość nieść pomoc innym. Oto jeden z wielu przykładów. Ksiądz Józef Kuczyński, który pracował w Dnieprodzierżyńsku, w 1945 roku był skazany na 10 lat. Po wyjściu z więzienia znów zaczął głosić Słowo Boże w Kazachstanie, i po dwóch latach znów wiaznyci08otrzymał wyrok na siedem lat więzienia. Cenił on bardzo swoją kapłańską posługę, zwłaszcza wśród Polaków w Kazachstanie, którzy w ciągu wielu lat nie mieli kapłana. Można to wyczytać w jego słowach: “Ciężko, rzeczywiście ciężko iść znów na siedem lat do więzienia, przesiedziawszy tam już dziesięć, lecz dla ludzi, którzy tam zostali, warto być więźniem, aby nieść im Dobrą Nowinę”. Wspominając o swoim pobycie w kacetach w Workucie, pisze: “Coraz więcej jestem przekonany, że Bóg pozwala na te okrucieństwa władzy, aby zapewnić duchowną opiekę ludziom, którzy są najbardziej pozbawieni Бога”iii. Niektórzy przyjaciele księdza Kuczyńskiego przeżyli taką samą karę. Ksiądz Bronisław Drzepecki był skazany na 15 lat więzienia, ks. Władysław Bukowiński na 13 lat. Jeszcze jeden kapłan, który spędził w więzieniu 16 lat wspomina: “Ach, jakiż długi rok! Jest mnóstwo czasu, aby pomyśleć! Tutaj to czynisz trzysta trzy razy, kiedy zrywasz się rano w baraku, gdy stoisz na mrozie i podczas pracy, gdy pada deszcz, czy kiedy sypie śniegiem, kiedy stoisz nieruchomy na mrozie. W ciągu trzysta trzydziestu wieczorów oczekujesz, czy się zmiłują nad tobą czy nie. Ranek – idziesz do pracy. Wracasz. Myślisz o tym pochyliwszy się nad miską juszki. Myślisz na łóżku podczas przebudzenia i kiedy zasypiasz. Ani radio, ani książki nie przeszkadzają, ponieważ ich, dzięki Bogu, nie ma. I to nie jeden rok, a dziesięć, dwadzieścia pięć…”iv.

Dla tych, kto nie był gotowy na cierpienie w więzieniu, te metody miały wielką niszczycielską siłę. Jeśli skazaniec miał dosyć silną wiarę, łatwiej było znosić katusze. Księży i wiernych przesłuchiwano w nocy, ponieważ, obudziwszy się, człowiek nie jest zdolny od razu wyraźnie myśleć, dlatego jest bardziej wrażliwy. Groźby połączone z niedosypianiem i siedzeniem w niezręcznej pozie na taborecie, słabe światło, lęk i niepewność co do jutrzejszego dnia ściemniały rozsądek, osłabiały wolę, czyniły tak, że więzień przestawał być sobą. W tych warunkach człowiek zdolny był wyznać wszystko, czego kat sobie życzył. Mówiono mu: “Jeśli jesteś nieszczery w swoich zeznaniach – nie pozwolimy ci spać”.

Czasem podstępnie sadzano oskarżonego na miękkiej kanapie, co szczególnie przypominało o śnie. wiaznyci09Dozorca, który siadywał obok, bił swoją ofiarę nogami za każdym razem, kiedy ten zamykał oczy. Oto jak jeden ze świadków opisuje swoje odczucia po katuszach: “Głowa się kręci od dużej utraty krwi; oczy są takie suche, jak gdyby ktoś trzymał przed twarzą rozżarzone żelazo; język przyschnął do podniebienia od pragnienia, boli od najmniejszego ruchu; spazmy dławią w gardle” . Niedosypianie było głównym sposobem znęcania się podczas przesłuchiwań, które odbywały się w nocy. Przesłuchiwani nie spali pięć nocy na tydzień. Kaci się zmieniali, oni byli zawsze pełni sił i niemiłosierni. Na przesłuchaniach zawsze było trzech urzędników, którzy pracowali w trzech “brygadach”. Z protokołów dowiadujemy się, że w roku 1930 przesłuchania ks. Fedorowicza trwały trzy miesiące z 40-ma przesłuchaniami po nocach. On sam wspomina: “Wieczorem zasypiałem, a za godzinę czy półtorej wchodził żołnierz i krzyczał: “Hejże”! Następnie prowadził mnie po korytarzu do pokoju przesłuchiwań. W korytarzu, kiedy się kogoś spotykało, trzeba było odwracać się głową do ściany – taki był warunek w więzieniu. Potem zaczynała się rozmowa. Na malutkim okrągłym taborecie trzymano mnie aż do o północy albo i nawet jeszcze dłużej. Kilka razy pod rząd mnie trzymano na przesłuchaniu aż do piątej rano, a w dzień spać było zabronione. W jeden z takich dni, wróciwszy do celi, klęknąłem na materac przy ścianie, żeby choć troszeczkę się pomodlić. Dozorca zobaczył mnie przez okno i powiedział: “Tego nie wolno. Ty śpisz na kolanach”!. Po czterech nieprzespanych nocach wydawało mi się, że po ścianach biegają myszy, tak byłem zmęczony. Odczuwałem, jak kręci mi się w głowie: co było by ze mną, gdyby przesłuchanie trwało trochę dłużej? Na szczęście, te katusze tym razem trwały tylko 4 noce. Na piątą, leżąc na materacu, zobaczyłem malutkiego pająka. Nie lubiłem pająków, ponieważ w dzieciństwie kilka razy mnie ukąsiły i spuchłem, lecz od razu pomyślałem: “Ale ty jesteś dobry, teraz mnie nie kąsasz. A ci ludzie są o wiele gorsi od ciebie”.

Jednej z takich nocy do mojego sędziego Motriczko przyjechał instruktor, który miał wygląd kata. Ten ostatni bardzo chciał mnie zobaczyć. Rozmawiali prawie do rana, a potem powiedzieli jeden do drugiego: “O, Fedorowicz się pomodlił i pada deszcz”. Rzeczywiście modliłem się, kiedy oni rozmawiali między sobą. Odjeżdżając, instruktor zapytał mnie: “Ty wierzysz w Boga”? Na moją konkretna odpowiedź mówi: “Więc, Bóg ? On jest w tobie”?. Wychodząc, z nienawiścią uderzył mnie, bo chciał uderzyć Boga, który był we mnie”v.

 

Największą męką, która trwała całymi tygodniami, była cela z tak dużą liczbą skazańców, że nie było nawet wolnego miejsca na podłodze, i wszyscy byli zmuszeni deptać jeden drugiemu po nogach. W ogóle nie wolno było się poruszać – siadywano na nogach sąsiadów. Ksiądz Józef Sowiński siedział razem z 140 więźniami w butyrskim więzieniu w celi, która była przewidziana dla 25 osób. Na Łubiance, gdzie przebywało większość katolickich księży, na 3 osoby przeznaczone było tylko jeden metr podłogi. Nie było ani okien, ani wentylacji, ciepło ciał i oddechu dawało temperaturę do 40-45 stopni. Wszyscy byli tylko w majtkach, siedząc na zimowej odzieży. Ciała znajdowały się tak blisko jedno obok drugiego, że pojawiała się egzema. Pozostawano tak tygodniami bez powietrza i wody, dawano tylko rankiem juszkę i herbatę . “Na ziemię! Na kolana! Zdjąć wszystko ze siebie”! Tak zdecydował reżim, więc, strażnicy mieli absolutną władzę, i nie można było zaprzeczyć. Rozebrany człowiek traci pewność siebie, nie może rozmawiać na równi z człowiekiem ubranym. Rozpoczynało się przesłuchanie. Podchodzili nadzy więźniowie, niosąc ubranie w rękach. Wokół nich poważni i uzbrojeni żołnierze. Co wtedy myśleli więźniowie? Może, pragnęli być rozstrzelani lub wrzuceni do komory gazowej? Ochrona rozmawiała brutalnie, nie wypowiadając nawet jednego słowa normalnym tonem. Ich zadaniem było “przestraszyć i zmiażdżyć”. Olegnowicz pisze: “Jeśli ty jesteś złym obywatelem Związku Radzieckiego, to ciebie zmusimy wykonywać naszą wolę, będziesz błagać nas na klęczkach! Nie pamiętasz? My tobie przypomnimy! Nie chcesz pisać? Pomożemy ci! Chcesz pomyśleć? Do karceru na 300 gram chleba”!. Inny żołnierz mówił tak: “To nieprawidłowo. Ty na pewno później uświadomisz sobie, że lepiej jest wykonać nasze wymogi. Lecz zrozumiesz to za późno, kiedy ciebie rozmiażdżymy jak ten ołówek”vi.

Dla zakonników i księży w tych warunkach najgorszą męką były wątpliwości, które nadchodziły, gdy byli znużeni albo pozbawieni sił. “Co może uczynić grupa duchownych w łagrach? Czego mogą dokonać oni sami, rozproszeni po wielkim obszarze Związku Radzieckiego, aby stworzyć opozycję przeciw ateizmowi i propagandzie antykościelnej i antyreligijnej? Jak może przetrwać Kościół w systemie totalnego prześladowania”? Liczba księży coraz to się zmniejszała poprzez zamknięcie seminariów. Ci, którzy trwali w wierze, lub szukali Boga, nie zbliżali się do księży z obawy, aby nie być zauważonym. Wszystko to czyniło niemożliwym nadzieję na lepszą przyszłość.

wiaznyci10Ksiądz Jan Olszański, będąc proboszczem w Manikowcach, przypomina jeden ciekawy fakt. Słyszał on, że we Włoszech był pewien zakonnik, który przewidywał przyszłość. Dlatego razem z ks. Bronisławem Mireckim, pracującym w Podwołoczysku i Hałuszczyńcach, w 1963 roku napisali do niego: “Martwimy się, jesteśmy niepewni, nie wiemy, że czynić wśród represji w Związku Radzieckim”. Wkrótce przyszła krótka odpowiedź: “Trwajcie”! Tym mnichem był o. Piovii.

Księdza Keppasa, osądzono dlatego, że uważano go za organizatora szpiegowskiego ugrupowania za granicą i obwiniano w związkach z Papieżem, “największym wrogiem Związku Radzieckiego”. Agenci, aby wydobyć z niego informację, budzili go w nocy: przesłuchiwali, bili, a potem odprowadzali do celi. I tak bez przerwy. W obwodzie Chmielnickim od 16 stycznia do 19 kwietnia 1930 roku przesłuchiwano go aż 27 razy, każde przesłuchanie trwało

około 6 godzin. Przesłuchania rozpoczynały się zawsze w nocy, gdzieś o 22-23 godzinie. W tym okresie ofiarę bito, męczono, póki nie osądzono na siedem lat łagrówi.

Oprócz chłodu, głodu, fałszywych egzekucji, niedosypiania, nie brakowało i razów. Te ostatnie były bardzo bolesne, zwłaszcza, gdy śledczy bił butem po nogach. Przypominając swoją przeszłość i opowieści innych skazańców, Karpunycz Brawen nalicza 52 metody katuszy. Na przykład łamano palce rąk przy stole, zginając je w drugą stronę. Inny sposób: bito żelazną pałką po stawach. Jeszcze inną karą było wybijanie zębów. W NKWD w Noworosyjsku wynaleziono szczególne narzędzia dla wyrywania paznokci, pod które śledczy najpierw wpychał więźniom igły. Również bito po plecach do krwi, a potem wylewano na plecy słoną wodę, lub łamano kręgosłupii.

W roku 1973 w Połonnym zaaresztowano ojca Bernarda Mickiewicza, ponieważ policja podczas przeszukania znalazła u niego teksty kazania dla rodziców: “Trzeba uczyć dzieci nie tylko wiary w Boga, ale i dotrzymania Bożych Przykazań”. Ojca osądzono na trzy lata więzienia za antyradziecką propagandę. Dla sędziego to było oczywiste, ponieważ u kapłana znaleziono książkę o objawieniach Matki Bożej w Fatimie, gdzie Najświętsza Maryja Panna prosiła, aby dzieci modliły się o nawrócenie Rosji. Ojciec Mickiewicz poprosił jedną dziewczynę o napisanie na maszynie do pisania tekstu, który nie podobał się komunistom, lecz ona nie zdążyła tego zrobić. Wezwana do sądu w charakterze świadka, dziewczyna dokładnie opowiedziała o tym, co ksiądz polecił jej zrobić, i że nie mogła udowodnić tego do końca, ponieważ przyjechała policja. Lecz nie była to akcja przeciw Związkowi Radzieckiemu. Nie zważając na to, księdza Mickiewicza zasądzono. Ojciec Bernard o wyroku opowiada tak: “Kiedy dano mi ostatnie słowo, powiedziałem, że nie proszę o ułaskawienie, ponieważ nie jestem winny, lecz chcę, żeby w województwie lwowskim ogłoszono wojnę dla zła. Martin Luter King, który był zabity w USA za obronę praw człowieka, powiedział, że nie jest ważne, ile lat przeżyje człowiek, lecz liczy się, jak je przeżyje. Myślę, że i w więzieniu człowiek może być wolny, jako dziecko Boże… 20 lipca 1974 r. ogłoszono wyrok. W dniu moich urodzin, 20 sierpnia 1974 roku w gazecie “Prawda” pojawił się artykuł o tym sądzie, który był pełen nieprawdziwych oskarżeń odnośnie do mojej osoby. Podczas procesu nie tylko sala, ale i cała ulica przed sądem była przepełniona. Po wyroku, kiedy mnie wieziono w ciężarówce, młodzież rzucała czerwone kwiaty w moim kierunku i krzyczała: “Ojciec, my z tobą”!To było wzruszające”iii. W roku 1953 po wyzwoleniu większej części więźniów z Gułagu, a także po ХХ zjeździe KPZR, szczególnego zagrożenia dla wierzących już nie było, lecz lęk jeszcze istniał i robił dalej swoje. Wystarczało tylko wspomnieć terror, aby sparaliżować wolę: “Wspomnienie o terrorze ciążyło na duszach, i nikt nie wierzył, że Stalina rzeczywiście już nie ma. Nie było rodziny, która by nie ucierpiała przez prześladowanie, i o tym się głośno nie mówiło. Na przykład, ja sam nigdy nie wspominałem w obecności przyjaciół o więzieniu i kacecie, a nawet i oni nigdy o to nie pytali. Lęk i strach dosyć głęboko mieszkał w ich duszy”iv.

wiaznyci11

 

[i]H. M. WILK OFM Cap, Ty nie zginiesz, Lublin 2001, с. 153.

[ii]M. LENARDOWICZ, Na wyspach tortur i śmierci. Pamiętnik z Sołówek, Warszawa 1930, cc. 51-54.

[iii]Documenti, La Chiesa romanocattolica, 27451 P. F. in Archivio Segreto dei Bolsceviki dell’Ucraina, f. D. 5432, c. 12.

[iv]F. OLECHNOWICZ, Prawda o Sowietach. Wrażenia z 7-letniego pobytu w więzieniach sołowieckich 1927-1933, Warszawa 1937, c. 101.

[v]I. OSIPOWA , Duchowni katoliccy na Sołówkach, в AA. VV., Skazani jako „szpiedzy watykanu”. Z historii Koscioła katolickiego w ZSRR 1918-1956, Red. R. Dzwonkowski SAC, Ząbki 1998, c. 124.

[vi]H. DĄBKOWSKI, Kresowi Księża harcerze od Kamieńca Podolskiego do Nowogródka. Kościół rzymskokatolicki na kresowych ziemiach polskich, Warszawa 1929,c. 53.

[vii]T. FEDOROWICZ, Drogi opatrzności…, с. 371.

[viii]T. FEDOROWICZ, Drogi opatrzności…, сс. 49-50.

[ix]R. DZWONKOWSKI SAC, Losy duchowieństwa katolickiego w ZSSR 1917-1939. Martyrologium, Lublin 1998,сc. 90-91.

[x]D. NOWICKI, O odprawianiu nabożeństw przez duchowieństwo katolickie, uwięzione na Wyspach Sołowieckich (lata 1925-1932), ms, s.d.

[xi]Interrogatorio, Sacerdoti della Chiesa romanocattolica, в Archivio Centrale delle Associazioni Sociali dell’Ucraina, f. P. 62123, с. 26.

[xii] М. СИВА-КИРІС, Історія життя о. Андрія Гладисевича, Київ 2000, с. 23.

[xiii]T. FEDOROWICZ, Drogi opatrzności, Duchowienstwo polskie w wiezieniach, łagrach i na zesłaniu w ZSRR. Pamietniki i dokumenty, Red. R. Dzwonkowski SAC,Wyd. III, vol. I, Lublin 1998, с. 12.

[xiv]A. SOLZENICYN, Arcipelago Gulag I1: 1918-1956, Milano 1990,с. 603.

[xv]F. OLECHNOWICZ, Prawda o Sowietach. Wrażenia z 7-letniego pobytu w więzieniach sołowieckich 1927-1933, Warszawa 1937,с. 69.

[xvi]T. FEDOROWICZ, Drogi opatrzności…, сс. 106-108.

[xvii]F. OLECHNOWICZ, Prawda o Sowietach. Wrażenia z 7-letniego pobytu w więzieniach sołowieckich 1927-1933, Warszawa 1937,с. 108.

[xviii]AA. VV., Pasterz i twierdza. Księga Jubileuszowa dedykowana księdzu biskupowi Janowi Olszańskiemu ordynariuszowi diecezji w Kamieńcu Podolskim, Red. J. Wołczański, Kraków-Kamieniec Podolski 2001, c. 15.

[xix]A. WENGER, La persecuzione dei cattolici in Russia, gli uomini, i processi, lo sterminio. Dagli archivi del KGB, Milano 1999, с. 111.

[xx]F. OLECHNOWICZ, Prawda o Sowietach…, с. 139.

[xxi]S. KURLANDZKI MIC – L. DANILECKA, Panie do kogóż pójdziemy? Marianie na Ukrainie, Warszawa 2001,с. 130.

[xxii]N. WERTH, «Uno stato contro il suo popolo. Violenze, repressioni, terrori nell’Unione Sovietica», в AA.VV., Il libro nero del comunismo. Crimini, Terrore, Repressione, Milano 2002, с. 242.