X. Zakonnicy i zakonnice

Polityka rządu doprowadziła do likwidacji męskich i żeńskich klasztorów.

Bezpośrednio po wojnie na terytorium Ukrainy pozostali przedstawiciele zakonów: Franciszkańskiego, Jezuickiego i Kapucyńskiego. Wśród nich byli: S. Kaszuba, G.Wilk (Kapucyn), W. Darzycki (Bracia Mniejsi), a w 80-ych latach W.Wanaks (Marianin). Kapłani ci prowadzili ukryte życie zakonne, które miało swoją specyfikę: zakonne ubranie było zamienione na cywilne a oni pracowali jako lekarze, pielęgniarze, księgowi, a także jako prości robotnicy. Jednocześnie potajemnie wykonywali swoje obowiązki w parafiach, pełniąc funkcje proboszczów. Tylko niektóre zaufane osoby wiedziały, kim oni są naprawdę. Ich praca duszpasterska to wielki wkład dla rozwoju Kościoła na Ukrainie. Dzięki ich bohaterskiemu życiu i wierności powołaniu, dzisiaj na tych terenach, istnieje wiele zakonów i rodzą się nowe powołania.

Oto kilka świadectw:

“Gdy byłam na Syberii, powiedziano nam, że w więzieniu są trzy siostry zakonne. Były one pod szczególną obserwacją z powodu odprawiania wspólnych modlitw w celi. Komendant więzienia chciał, by wyrzekły się tej modlitwy i wiary. Na kilka dni rozłączył siostry, by nie przebywały razem, ale one nie przestawały się modlić. Potem powiedział im: “Wyprowadzę was na mróz i zamarzniecie na śmierć.” Pewnego mroźnego dnia (-60 C °) wyprowadził zakonnice na zewnątrz i zarządził, by wszyscy więźniowie patrzyli na to co będzie się działo. Był bowiem pewien, że po pół godzinie zakonnice umrą. Siostry natomiast uklękły do modlitwy i odmawiały różaniec. Minęło pół godziny, a one nie tylko nie zamarzły, ale ku wielkiemu zaskoczeniu, nadal się modliły. Rozwścieczony komendant wypuścił trzy głodne psy, aby rozszarpały siostry, ale psy wróciły do żołnierza, nie szkodząc siostrom. Widząc to, więźniowie, zaczęli śpiewać i uwielbiać Boga. Żołnierze nakazali siostrom wrócić do więzienia i od tego czasu siostry bez przeszkód mogły modlić się wspólnie z więźniami.”

“Pamiętam – mówi siostra Leokadia ze Zgromadzenia Córek Najświętszego Serca Najświętszej Maryi Panny – jak pewnego dnia, w 1961 roku zmarła nasza współsiostra. Ludzie zebrali się wokół grobu, śpiewając i modląc się. My natomiast, potajemnie przyprowadziłyśmy kapłana do pokoju na najwyższym piętrze. Zamknęłyśmy okno, by nie wzbudzać podejrzeń i została odprawiona cicha Msza Święta za naszą zmarłą siostrę.”

„Kilka lat ręcznie przepisywałyśmy katechizm. Skopiowanych w taki sposób katechizmów było tysiące. Według mnie, było ich tak dużo, że mogłybyśmy nimi zakryć całą Białoruś i Ukrainę, a ich wciąż nie wystarczało. Księża nieustannie prosili o kolejne egzemplarze. Kiedy przepisywałyśmy katechizmy w ciągu dnia, przywiązywałyśmy kozę przed budynkiem, aby nas ostrzegała. Słysząc hałas od razu wszystko chowałyśmy. Niektóre z sióstr robiły kopie nawet w nocy. W domu nie miałyśmy telefonu. Księża dzwonili do nas przez zaufane osoby. Mówili na przykład: “Czy możecie mi przynieść witaminę C? Potrzebuję jej pilnie!” Wtedy pytałam: „Zagraniczna czy krajową?”. Pod nazwą „krajowa” mieliśmy na uwadze Katechizm napisany po ukraińsku, a „zagraniczna” – po polsku. Albo prosili o witaminy krajowe na eksport, co oznaczało: po polsku, ale ukraińskimi literami.

Ksiądz, który był trzy lata w więzieniu nauczył mnie, żebym zaprzeczała wszystkiemu i nie posiadała żadnych dowodów dla oskarżenia, a jeśli zacznę się kłócić – będę stracona.

Pani Tonia, siostra kapłana, ukrywała kopie katechizmów w łóżku i zakrywała je kołdrą. W czasie rewizji żołnierze przeszukiwali cały dom, ale do łóżka nie podchodzili. Bóg zamknął im oczy.

W tym trudnym czasie zakładałyśmy także nowe domy naszego Zgromadzenia, przyjmowałyśmy dziewczyny do nowicjatu, siostry składały śluby, wszystko odbywało się w nocy, w domu lub w kościele “

Siostry zakonne, nie zważając na niebezpieczeństwo ze strony władzy, z wielkim poświęceniem angażowały się w podtrzymywanie i rozwój życia sakramentalnego wśród wiernych: katechizowały dzieci i dorosłych, przygotowując ich do sakramentów, opiekowały się Najświętszym Sakramentem, organizowały potajemnie różne nabożeństwa i powiadamiały o nich wiernych, rozpowszechniały literaturę religijną a także troszczyły się o chorych i pomagały samotnym. W wyjątkowych sytuacjach zastępowały kapłanów w ich posłudze duszpasterskiej: roznosiły i udzielały Komunię św., asystowały przy sakramencie małżeństwa i prowadziły pogrzeby.

Podczas prowadzenia przygotowania do Pierwszej Komunii św., siostry często musiały się ukrywać przed policją. Oto jeden z przykładów:

Siostra Petronela Grabczak w 80-tych latach, w barskiej parafii, przygotowywała dzieci do Pierwszej Komunii św. Pewnego ranka w kościele, przy zamkniętych drzwiach, odbywała się katecheza, było obecnych 14 dzieci. Tata jednej z dziewczynek, który był przeciwny edukacji religijnej, doniósł o tym na milicję. Po przyjeździe funkcjonariusze udali się do parafialnego domu i nakazali otworzyć drzwi kościoła. Podczas kiedy starosta parafii prowadził ich do świątyni, jeden człowiek pobiegł przez tajne przejście, aby ostrzec o przybyciu milicji. Siostrze udało się uciec z dziećmi na dzwonnicę kościoła. Milicjanci zobaczyli to i pobiegli za nimi. Uciekinierzy ledwo zdążyli zamknąć drzwi na klucz, gdy tamci przybiegli i zaczęli wymagać   otwarcia drzwi, bo inaczej je wyłamią. Dzieci bardzo się bały. Milicjanci czekali prawie cały dzień, mając nadzieję, że dzieci wyjdą. Wieść szybko rozeszła się po mieście i ludzie zaczęli gromadzić się w kościele. Organista zaczął grać tak głośno, że prześladowcy musieli opuścić chór i zejść na dół. Jednak nadal czekali na dzieci przy wejściu do kościoła. W tym czasie przewodniczący parafii, przez tajne przejście, przyszedł do dzieci w dzwonnicy i z wielkim trudem udało mu się przeprowadzić je do zakrystii. Tymczasem, kościół zapełnił się wiernymi: dorosłymi i dziećmi. Dzieci, które zeszły z dzwonnicy, zmieszały się z ludźmi i w taki sposób uniknęły aresztowania.

Siostra Rozalia Zielińska wspomina: „Moje dziecięce oczy widziały jak bolszewicy zrywali złote przedmioty z wizerunków Maryi i Jezusa, znajdujących się nad głównym ołtarzem. Konfiskowali i zabierali wszystko, co wydawało się złote: kielichy, tabernakulum i inne rzeczy. W 1925 roku, w wieku siedmiu lat, wyjechałam do Polski. W mojej dziecięcej pamięci zapisał się strach przed prześladowaniem a widok świątyni w Winnicy pozostał w moim sercu do końca życia, a szczególnie Tabernakulum z wieczną lampką, najświętsze i najdroższe miejsce, które było całkowicie zniszczone. Jedynym pragnieniem mojego serca było, aby to światło, oznaczające obecność żywego Jezusa Chrystusa, na nowo się zaświeciło i nigdy już nie zgasło. O to zawsze się modliłam. Dziś, dziękuję Bogu, bo to moje marzenie się spełniło. Mam 82 lata, źle już widzę, ale dziś, mogę jak starzec Symeon powiedzieć: “Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie.”

Siostra Julia Jasiniecka opowiada:

“Dla nas, Jezus był wszystkim. Dla Niego rzeczywiście robiłyśmy wszystko. Wstawałyśmy wcześnie, aby zdążyć odmówić Jutrznię i medytację; jeśli nie było daleko od domu to zbierałyśmy się na południowe modlitwy. W ciągu godziny zdążałyśmy zjeść i pomodlić się. Także w godzinach wieczornych, po kolacji, około dziesiątej, modliłyśmy się Nieszporami i innymi modlitwami. Ja modliłam się na różańcu i czytałam lekturę duchową. Na adorację zbierałyśmy się również razem. Praca w latach 1983 do 1991 była moim szczególnym uwielbieniem Boga, była moim zbawieniem. Pan dawał mi siłę, i Duch Święty oświecał mnie. Chciałam być wszystkim dla Boga. “

 

chenci

[i]Інт. iз c. Башинською Марією (с. Маркія, ССНДМ),Позамерзаєте!”, 215 в Archivio dell’istituto della Storia della Chiesa dresso l’Accademia Teologica a Lviv, f.1, vol. 1, с. 4.

[ii]S. LEOCADIA, «Arrestata per aver parlato del Papa, oggi lo accoglie a Kyiv», в “L’Osservatore Romano”, Supplemento al numero 140 (2001) 29.

[iii]AA. VV., Вінницький капуцинський монастир, Вінниця 1995, с. 88.

[iv]Ю. ЯСИНЕЦЬКА, Rel. 14.08.2003, м. Kиїв.